W Bretanii mówią, że kilka razy w ciągu dnia jest ładnie. Po prostu tak ładnie można ująć fakt, że pada prawie ciągle :P Mówi się też do skarżących się na pogodę turystów, że tutaj tylko na głupków pada.
Bretania w zdecydowanej części utrzymuje się z rolnictwa. Skutkiem stosowania dosyć sporej ilości pestycydów jest nienaturalny wzrost glonów (tych zielonych), które strasznie śmierdzą, co więcej wytwarzają trujące gazy, które zabiły już sporo psów chadzających po plaży oraz odnotowano jeden przypadek śmiertelny wśród ludzi. Całkiem poważna katastrofa ekologiczna. Bretania traci przez to turystów.
Tutaj gramy w budującym się domu (który jest/był młynem) brata Franka gramy w palets.
Gra polega na umieszczaniu metalowych krążków na drewnianej palecie. Pierwszy zostaje rzucany krążek "maitre" później cała reszta. Celem gry jest umieszczenie jak najwięcej swoich krążków koło "maitre". To tak w mocnym skrócie.
Taki malutki dziubek na horyzoncie to Saint Michel. Zdjęcie zrobione na kilka minut przed zjedzeniem pierwszej w życiu ostrygi. Tak, ostrygi je się, a właściwie wypija się z muszelki żywe.. Nie jest to mój ulubiony smakołyk zdecydowanie. Bardzo słone, bardzo czuć od nich jodem.
Widok na Cancal. (Północna część Bretanii)
Od lewej: Virgini dziewczyna brata Francois, Pascal, talerz owoców morze i Francois.
Tutaj jest miejsce do spożywania ostryg. Ludzie sobie siadają, wypijają je sobie, a muszelki...
(i cytryny).. lądują z powrotem do morza.
Widok z Pointe du Grouin
Tutaj już Saint Malo. Te schodu, które widać w prawym obszarze zdjęcia to schody basenu czasowego, który jest naturalnie wypełniony przy odpływie, a przy przypływie jest całkowicie zalany.
To cały czas Saint Malo, karuzela zrobiona z instrumentów.
Interesujące wózki dziecięce.
Rennes.
Uczymy się grać w golfa.
Kontynuujemy naukę na polu golfowym, ale wciąż na terenie dla początkujących (140m do dołka, a nie 350m).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz