poniedziałek, 5 maja 2014

1 długi weekend i przygotowań do Gali cz.1

1 - 4 maja 2014

Wieczorem 30 kwietnia Francois przyjechał do Saint-Etienne, bo początkowo mieliśmy w planach wyjazd do Cluny jeszcze tego samego wieczora. Trochę się jednak plany pozmieniały. 1 maja pojechaliśmy po Ringo do Bas en Basset gdzie zjedliśmy obiad z jego rodziną. I trochę nam się zeszło... Potem podjechaliśmy po Gregoir'a, którego rodzice mają domek wakacyjny ok. pół godziny drogi od Ringo. Tym sposobem tak jakoś nam się zeszło, że do Martin'a dojechaliśmy o 2 godziny spóźnieni :D Razem z kolegą Martina zwiedzaliśmy miasteczko, w którym mieszka - Le Puy-en-Velay.

Jest to miejscowość, która jest ośrodkiem kultu maryjnego. U nas mamy wielkiego Jezusa w Świebodzinie, oni wielką Matkę Boską "Czarną Madonnę". To tutaj ma początek jeden z 3 początkowych punktów na szlaku Santiago de Compostela.

1 maja odbywał się tam maraton.


Katedra. Interesujący budynek, została wybudowana na naturalnym wzniesieniu. Przez to połowa katedry została wybudowana na części nadsypanej. Turyści wchodzą głównymi schodami, które opierają się naturalnie na wzniesieniu i wychodzą tym samym środkowej części budynku.


Drzwi papieskie - TYLKO Papież z nich korzysta gdy składa wizytę w Le Puy, przechodzi nimi do ołtarza.
Katedra z góry.
Często widać na ulicach czarny bruk. To dlatego, że kiedyś na tym obszarze były wulkany, stąd kamień wulkaniczny wykorzystany przy budowie miasta.
A tutaj widać figurę Matki Boskiej, na którą będziemy się wspinać. 
Widok z "boskiej" figury. Kiedyś ten terem cały był dużo bardziej zróżnicowany (górzysty), bo widoczne były wulkany. W skutek erozji z wulkanów zostały tylko kominy. Na jednym wybudowano zamek widoczny na zdjęciu, na drugim figurę Matki Boskiej, na której (a dokładniej, w której) teraz stoję. 





Resztę weekendu spędziliśmy w deszczowym Cluny. 

Ścieramy ślady taśmy klejącej z okien, żeby się pan dozorca przestał o to denerwować...

A tutaj gramy w fińską grę połączenie bouli i kręgli - Mölkky.

No a w niedzielę, przygotowania do Gali ruszyły pełną parą. Cały dzień wypakowywania dekoracji...

I tak od 8 do 19h30. W pełnym słońcu i przy mocnym wietrze nawet się nie obejrzałam kiedy, a spaliłam sobie twarz na tyłek pawiana... No tak durnie się załatwić, aż wstyd...
Śmiesznie się złożyło, że akurat tego dnia zjechały się do Cluny zabytkowe samochody (zobaczcie rejestracje... głównie z Genewy :P), by robić sobie sesję na tle opactwa.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz