Tulon, 26-27 kwietnia
Sobota była dniem na odsypianie. W piątek dojechałam późno do Marsylii, pociągi miały takie opóźnienia, że wsiadłam do TGV, które planowo miało odjechać na godzinę wcześniej niż to, którym chciałam jechać...
 |
| Tutaj plażowaliśmy. Woda zimna, ja się nie kąpałam. |
 |
| Z tej skałki, która jest w centrum zdjęcia rok temu skakaliśmy z Przemkiem i Francois. |
 |
| Za to pogoda na opalanie super - nie za skwarno. |
Wieczorem byliśmy zaproszeni na kolację u rodziców jednego z kolegów, z którymi Francois jeździ na rowerze. Było bardzo miło i smacznie.
Za to w niedzielę wybraliśmy się szlakiem Littoral, który z plaż Mandrague prowadzi do Port d'Alon.
 |
| W oddali miasto La Ciotat. |
 |
| To jest dalszy odcinek 12 km trasy prowadzącej wzdłuż wybrzeża. |
 |
| Tu w oddali widać (co prawda słabo) Sanary. |
 |
| Plaża w Port d'Alon i początkujący nurkowie. |
 |
| Droga powrotna. Po takich skałach prowadziła trasa. Tego dnia było wyjątkowo wietrznie. |
 |
| Miejscami trzeba było szybko przemykać w międzyczasie przypływu i odpływu, bo w innym przypadku istniało ryzyko porządnego zmoczenia. |
Wieczorem seans kinowy - 3 części Władcy Pierścieni. A z samego rana (5.40) pociąg do Saint Etienne i do roboty. I tak do następnego weekendu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz