poniedziałek, 14 lipca 2014

Znów z Tulonu :)

11-14 lipca


W ten weekend było nas w Tulonie u Franka więcej, bo oprócz mnie przyjechali też Mathias i Martin.

Martin przyjechał tak jak ja w piątek. Tego dnia z racji późnego przyjazdu nie zrobiliśmy nic konstruktywnego oprócz zjedzenia kolacji.

W sobotą natomiast dzień był pełen atrakcji. Wstaliśmy wcześniej by pospacerować. Ze względu na panujące temperatury jakiekolwiek aktywności fizyczne lepiej planować na rano lub późny wieczór. Jak tu ktoś widzi człowieka na rowerze w południe to komentarz jest zawsze ten sam: " O, turysta".

Pojechliśmy do Bandol i ścieżką Sentier Littoral przeszliśmy do Port d'Alon.

Dodaj napis
Skała przypominająca łódź podwodną. Nawet ma swoją nazwę Rocher de la Galere.

Od tygodnia wieje Mistral. Woda z 23 stopni w zeszłą niedzielę ochłodziła się do 15 (!!!). Nasza kąpiel w tym miejscu trwała tyle ile szybkie wejście do wody i równie szybkie wyjście z niej :P


Po południu pojechaliśmy na plażę, do której jest najbliżej z domu Franka. Jednocześnie jest to jedna z najładniejszych plaż, bo jest tam dużo ryb do oglądania.

W niedzielę, tak dla odmiany wstaliśmy wcześnie, po drodze zakupiliśmy rogaliki i pojechaliśmy na plaże La Sablette zjeść śniadanie na tle cudnego krajobrazu.
Takim widokiem cieszyły się nasze oczy jedząc śniadanie. Widzicie te dwie skałki w oddali. To skały "dwóch braci" i w tych okolicach pomieszkuje rekin. Autentycznie. Ale nic nikogo nie zjadło w tych okolicach.



To zdjęcie zrobiłam, żeby pokazać ten jeden specjalnie zachowany odcinek plaży. Jest to jedno z wyjątkowo niewielu miejsc gdzie znajdziemy takie pokłady glonów "les posidonnies". Jest to naturalny sposób ochrony plaży, dzięki nim morze zabiera piasku z plaży, są czyste, są fantastycznym materiałem izolacyjnym i stanowią pokarm dla morskich stworzonek. Ale turyści ich nie lubią. Dlatego co rano przejeżdża pan sprzątający i zbiera z całej plaży te algi.


W niedzielę w południe dojechał do nas Mathias. Po południu plaża, a wieczorem, wiadomo, mecz.
Tutaj w drodze do Sanary, Mathias się na skałkę wdrapuje.

Jak wiadomo zawsze łatwiej wejść niż zejść...


Port Sanary

A to zdjęcie z dzisiaj zrobione na górze Faron tuż przed moim powrotem do Saint Etienne. Widzicie w oddali ten taki cienki paseczek, to tam jedliśmy śniadanie w niedzielę. A te duże statki to arsenał w Tulonie. Ten taki największy po lewej stronie zdjęcia do "Charles de Gaulle", platforma lotniskowa dla samolotów.

 Pozdrawiam! Za 3 tygodnie będę w Łodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz