W ten weekend było nas w Tulonie u Franka więcej, bo oprócz mnie przyjechali też Mathias i Martin.
Martin przyjechał tak jak ja w piątek. Tego dnia z racji późnego przyjazdu nie zrobiliśmy nic konstruktywnego oprócz zjedzenia kolacji.
W sobotą natomiast dzień był pełen atrakcji. Wstaliśmy wcześniej by pospacerować. Ze względu na panujące temperatury jakiekolwiek aktywności fizyczne lepiej planować na rano lub późny wieczór. Jak tu ktoś widzi człowieka na rowerze w południe to komentarz jest zawsze ten sam: " O, turysta".
Pojechliśmy do Bandol i ścieżką Sentier Littoral przeszliśmy do Port d'Alon.
![]() |
| Dodaj napis |
![]() |
| Skała przypominająca łódź podwodną. Nawet ma swoją nazwę Rocher de la Galere. |
![]() |
| Od tygodnia wieje Mistral. Woda z 23 stopni w zeszłą niedzielę ochłodziła się do 15 (!!!). Nasza kąpiel w tym miejscu trwała tyle ile szybkie wejście do wody i równie szybkie wyjście z niej :P |
Po południu pojechaliśmy na plażę, do której jest najbliżej z domu Franka. Jednocześnie jest to jedna z najładniejszych plaż, bo jest tam dużo ryb do oglądania.
W niedzielę, tak dla odmiany wstaliśmy wcześnie, po drodze zakupiliśmy rogaliki i pojechaliśmy na plaże La Sablette zjeść śniadanie na tle cudnego krajobrazu.
W niedzielę w południe dojechał do nas Mathias. Po południu plaża, a wieczorem, wiadomo, mecz.
![]() |
| Tutaj w drodze do Sanary, Mathias się na skałkę wdrapuje. |
![]() |
| Jak wiadomo zawsze łatwiej wejść niż zejść... |
![]() |
| Port Sanary |















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz